|
|
tombe la neige |
|
a co- ja też się kiedyś uczyłem języka Napoleona. Co prawda to najlepiej mi obecnie wchodzą "napoleonki" w przeciwieństwie do słówek i zdań zrozumiałych dla żabojadów, ale conieco w szarych komórkach pozostało. Nic na to nie poradzę- są języki w których taki Wertyński czy Okudżawa nijak nie pasuje bo to musi być rosyjski. Są języki co do których Imć Zagłoba był pewien że za karę zostały stworzone i władający takim jezykiem na przykład nigdy nie będzie znawcą koni- bo jak ma nim być jeśli na rumaka mówi "pferd". A jest też język, w którym nawet kartofel się nazywa ładnie- pomme de terre. I wracając do wymwślonego przeze mnie tytułu: kto był dzisiaj w mieście o najkrótszej nazwie- to widział po południu. Mróz 8-9 gradusów, drobne płatki śniegu tak się iskrzą, jak by kto brokatem posypał. Bardzo ładnie. I co ta aura robi z człowiekiem? Zamiast po męsku opisać jak to q... nie ma gdzie zaparkować, i nawet na placu przed cmentarzem tłok jak by przed operą w przeddzień występu Ochmana- to jemu się na poezje zebrało
I tak mnie górnolotnie naszło w przerwie tfu-roboty. Do ferii jeszcze tydzień, może będzie pretekst zeby ciut odetchnąć
|
mysl przyszla na mysl
2010-02-09 00:01:55
skomentuj(0)
|
|
nowości |
|
1. moje- byłem na spędzie szkoleniowo integracyjnym wszelkiej kadry nowego molocha (dotąd i nadal produkują i sprzedają masówkę, teraz "wyrażają entuzjazm" że będą mogli również pomagać sprzedawać nasze wyroby "na miarę")
3 dni w gronie osób, które się znają, a nasza delegacja bardziej jako ciekawostka przyrodnicza. W dodatku nasz najwyższy organ przedstawił nas i nasze dotychczasowe starania blisko 10-letnie jako kompletną porażkę i jedynie dzięki zaangażowaniu nowych sił, ta cała zabawa będzie mieć sens i szansę na rozwój. A prawda jest taka, że z nikomu nieznanej firmy w ciągu 7 lat fabryczka dogoniła I dziesiątkę dostawców (od "0") a w ub roku wbiliśmu się do drugiej piątki- na przekór wszystkim usilnie nam przeszkadzającym (skromnie dodam, że do tego się przyłożyłem). A wśród firm produkujących najwyższy standard- to inni muszą się zdrowo napracować (niekoniecznie im tego życzę, wolałbym żeby to zostało naszą specjalnością- w końcu nie wszyscy muszą produkować mercedesy), żeby nas dogonić bośmy chyba najbardziej w przodzie. I teraz kłopot, jak przekonać, że wypowiedź Wodza znaczyła nie to co słyszeli- a to co jest naprawdę i co wynika z naszych doświadczeń powinni wziąć sobie do serca chcąc współpracować. Sądzę, że za jakieś dwa miesiące zapał im opadnie niestety i dalej będzie po staremu ale jakie by nie były efekty naszych starań (mam nadzieję, ze nie gorsze niż dotąd) za rok- o ile taką fiestę zrobią- wódz i tak będzie się chwalił, jak to znakomicie przewidział rolę handlowców firmy-macochy.
2. Zaprzyjaźniony z Piranią blog- cichutko i poza tym forum- doniósł, że od tygodnia rośnie zapewne nowa gwiazda. Jak się urodziła 23 to też Wodniczka?
3. Znów Działka Piranii w zimowej szacie- popadało, jest bielutko- tak, że nawet na Urodziny przebiśniegów pewnie nie będzie widać. Ale dzielna przyroda na pewno Ją uczci na swój sposób najlepiej. Tylko szampan jakoś mniej bąbelków będzie miał i smak ciut gorzkawy.
4. Basi, która mnie wspierała w staraniach o przejęcie pełnej kontroli nad tym pamiętnikiem a przy tym jest oceanem optymizmu, serdeczne dzięki za ocenę, że w tych butach też się mieszczę.
5. Issue Bo JJ & pozostali zaglądający- wiem, że dopóki Wam w pamięci będzie się otwierać ikonka "GOSIA" to i ja będę miał kopa, żeby z Wami rozmawiać. Jakoś to tak raźniej- nawet jeśli to nie tylko wspomnienia- pogadać przez chwilę do Grona z Jej Rzeczywistości. Być może dojrzeję, żeby Jej dość barwne doświadczenia przeliterować kiedyś ku pamięci/gwoli uciechy/ może i po trochu ku przestrodze dla potomności? Tylko cały czas- pomijając samo sedno- mam w pamięci przestrogę moich polonistów co to nie życzyli sobie żebym próbował się literacko udzielać. Wszystko przede mną, na taki wybór i zlekceważenie przestrogi trzeba mieć nie tylko ambicję ale i natchnienie.
Tym bardziej, że przyszła mi do głowy taka anegdotka o Hr. Dzieduszyckim, który w czasie jakiejś uroczystości w UJ mniej więcej tak wygłosił pean na cześć pewnego Jubilata (sorry- to jest dość swobodne przytaczanie, bo nie pomnę źródła żeby zacytować):
W starożytności zwykło się uważać, że jeśli Muza ucałowała dziecię w czoło, to wyrastał z niego myśliciel; jeśli w usta- wybitny mówca. Ciekawe w co też Muza pocałowała Sz Jubilata, że ten, siedząc tyle czasu popełnił takie dzieło.
Historia milczy- czy w ogóle jakaś muza mnie w dziecięctwie odwiedziła i może lepiej nie wiedzieć czy pocałowała?
|
mysl przyszla na mysl
2010-01-31 21:09:04
skomentuj(0)
|
|
pisz, pisz bracie pisz, ciebie poczytamy tyż |
|
Takie zachęty były z Waszej strony na początku, kiedy nie wiedziałem: kontynuować, żeby pamiętać o tym, co było dobre, czy wycofać się całkiem w cień.
Z założenia ma tu być nie tylko Pirania i ból, ale i moje i Wasze wspomnienia/ wrażenia na temat tego co na codzień cieszy lub "strzyka". Wiem, że kupa ludzi tu zagląda i zdaję sobie sprawę, że to, co można było onegdaj napisać do Piranii, to nie bardzo wiadomo- czy wypada do tatapiranii?? ale myślę, że wypada. Ja mam problem, czy to o czym piszę- wypada do Was pisać. Jak to w życiu bywa- ostatnio napisałem, że "próbuję się zmieścić w nieswoje buty"- to nie do końca jest prawda.
Wiadomo, że takich problemów i kłopotów, sukcesów i radości jakie budziły czasem Wasze zainteresowanie w opisach Gosi- ja teraz nie opiszę. Czasem spróbuję "uczcić" jakieś wydarzenie z historii niekoniecznie przez Nią tutaj opisane (albo i opisane, tylko nie mam zamiaru ani czasu żeby w archiwum sprawdzać) ale to i tak będzie relacja osoby właśnie opisującej a nie uczestniczącej. Wiele Was łączyło sytuacji, zainteresowań, wspólne tematy do rozmów. Nie, żebym chciał wystąpić jako reinkarnacja i wyskoczyć na jakąś dyskotekę czy "tajną" wycieczkę w gronie nieznanych mi osób, nie!!. Żal mi tego, że rozpoczęta kiedyś nauka hiszpańskiego mająca pomóc dogadać się gdzieś chyba w Portugalii (dobrze pamiętam??) nie posłużyła Jej do tego właśnie celu. Żal mi tego, że spotkania w Waszym gronie już się nie odbywają (kafejka, sprzedawca wina, czy Charlie- to takie przykłady pierwsze z brzegu- gdzie jest mniej o Jedną Wdzięczną Klientkę). Pozostaje wiedza o tym, co próbowała napsocić, na szczęście- możliwość wykorzystania "pozostawionych w spadku" (jak to parszywie okropnie brzmi!!!) książek, zdjęć, bibelotów. Czasem rozmowa z bardziej zaprzyjaźnionym łodzianinem (no, zdaje się bardziej z wyboru niż rodzinnych więzi, ale jest na miejscu). Czasem wdzięczny komentarz lub mail.
Dla dodatkowego wyjaśnienia- tak, jak Pirania nie afiszowała się przed Rodzinką z tą twórczością, tak i ja kontynuując swoją pisaniną życie tegoż bloga- traktuję ten kącik jako cichą rozmowę z Nią. Nie poznam z oczywistych względów Jej zdania na żaden z moich tematów (Tam jak widać jest zakaz korzystania z telefonów i internetu- może to i dobrze??) chociaż czasem fajnie byłoby się poprzekomarzać.
Robię to co jakiś czas, ostatnio dziś- przy okazji odwiedzin na Jej Działce. Po dwudniowej chyba nieobecności zastałem krajobraz jakby po inwazji jakichś Hunów. Od zawsze uważałem (Ona też- chyba się nie mylę) że natury nie powinno się sztucznie poprawiać. Jak jest zima, to ma prawo i obowiązek leżeć puchowa biała pierzyna a wędrowcy mogą sobie wydreptać ścieżki żeby dojść do wymarzonego celu. I podziwiać, jak tenże wygląda w scenerii odpowiedniej dla tej pory roku w naszym klimacie. A tu, Szanowny Ktoś zamiast uczcić pamięć przez wstawienie odpowiedniego znicza w swój kandelabr i ponapawać się widokiem scenografii urządzonej przez Przyrodę- postanowił rozgrzebać ten "puchowy śniegu tren" (bo nie usunąć w celu pozbycia się białego paskudztwa zeby było czyściutko!) bezczelnie zasłaniający zimowy stroik jaki właśnie MS Rodzinka była z okazji Świąt ustawiła. I tyle, intencja czytelna- Ty nie dbasz!! Wszędzie pełno sniegu!! A tu patrz, gdzie mój kandelabr- odgarnięte, gdzie mój stroik- musi być widoczny, a całokształt może wyglądać paaaskudnie. Moje musi być widoczne!. I Tam, Z Góry i ze zdjęcia patrzy Córcia na ten bałagan. Znów- dobrze że widziała, że było do dzisiaj naprawdę ładnie. Na szczęście, te kilka dni temu coś mnie podkusiło, żeby zrobić zdjęcie tak czyściutko zimowego krajobrazu na Działce i przed włączeniem tego pudła jeszcze sobie na dzieło natury spojrzeć dla otuchy.
Bo na "kaca" to pewnie dopiero jutro wieczorem będę mógł skorzystać z receptury (wg Daukszewicza- staroangielskiej) Następnego dnia rano należy wycisnąć do szklaneczki całą zawartość buteleczki whisky i wypić. Ze względu na zmianę pory wspomnianej kuracji w stosunku do cytowanej recepty- nie bardzo wiem, czy skutecznie zadziała. Ale- sprawdzić pewnie trzeba.
A o tych, niewymienionych z nazwy i imienia w poprzedniej notce pożytecznych cosiach dla ludzkości - pewnie się innym razem rozgadam, coby jeszcze poprzynudzać i nie dać właścicielom tej strony powodu do zamknięcia rozdziału "PIRANIA". I z tego też powodu nie marzy mi się robienie jeszcze większego bałaganu w internecie i tworzenie własnej historii- chyba, że mnie przestaniecie odwiedzać tutaj. Ale i wtedy nie najdzie mnie chęć do bycia ...tysięcznym którymś "twórcą". Bo kto to wszystko jest w stanie ogarnąć.
|
mysl przyszla na mysl
2010-01-23 22:04:21
skomentuj(0)
|
|
sam do siebie |
|
A dobrze ci tak- chciałeś wskoczyć w cudze bądź co bądź buty i dziwisz się że nie pasujesz do nich??? Wyluzuj i daj sobie spokój, zajmij się czymś pożytecznym dla ludzkości
|
mysl przyszla na mysl
2010-01-10 17:16:31
skomentuj(4)
|
|
co zauważyłem |
|
czasem wydaje mi się, że bardziej wkurzający jest brak nieszczęść u bliźnich niż własna niemoc przy rozwiązywaniu problemów, co je podrzuca złośliwy los. Taki stan uniemożliwia wręcz kontakty z pozostałą częścią ludzkości- no bo jaktotak? Całkiem po prostu zapytać- cio dobrego u Ciebie? albo z innej beczki: wiesz, ten mój były kontrahent/partner/sąsiad to mi takie świnie podkłada że nie mam pojęcia jak z tym żyć. Co prawda sam wiem po sobie, że takie sytuacje jak się już zdarzą- to trudno jest w nie wciągać znajomych i przyjaciół, bo po co mnożyć rozterki. Często można jedynie otrzymać potwierdzenie- no wiesz, faktycznie to świnia niemyta (bez obrazy "kuzynki"). I nic z tego dla rozwiązania mojego problemu nie wyniknie. Dobrze, jeśli wieść się nie rozniesie- ten/ta to sobie narobił(a) i efekt z tego taki, że zaczną się zbiorowe użalania nad biedną istotą- bez konstruktywnych wniosków, co jeszcze bardziej rozjątrza ranę. I wtedy "dobry los" może podrzucić wiadomość, że na kogoś innego spadło jakieś paskudztwo. Można Jemu powspółczuć, przy okazji dopiero wspominając o własnym nieszczęściu w formie: no widzisz, Tobie to źle, ale pomyśl- co mnie spotkało!!
Ale tak na serio: jak się mawiało w moim kanalizacyjnym światku- nie ma takiej rury co jej nie można odetkać!
Należę do takich (nie mam pojęcia, czy to mniejszość a jeśli tak- to żądam ochrony konstytucyjnej!) co to jeśli wiedzą, że komuś stała się krzywda, a nie jestem w stanie skutecznie zadziałać przeciw- to uszanowywuję prawo do wściekłości/smutku, zapytam czy jest coś, co mogę dla pokrzywdzonego współplemieńca zrobić i wtedy o ile to nie przekracza moich możliwości, umiejętności czy wiedzy- próbuję działać zgodnie z oczekiwaniami. Pozostałe działania mogą jedynie zmierzać w stronę nierozdmuchiwania problemu i ochrony, żeby zainteresowany był w stanie spokojnie przemyśleć i zlikwidować zagrożenie. Chętnie zawsze wysłucham relacji z batalii o powrót równowagi, szczerze ciesząc się z każdego najdrobniejszego postępu. Często takie bierne uczestniczenie moim zdaniem też daje ulgę. W ramach "mojej" przypadłości potrafię chyba przepuścić bez żadnego śladu (jednym uchem wleci- to drugim musi wylecieć) wszelkie uwagi potwierdzające jedynie, że jest żle albo jeszcze gorzej. Zachowując takie, z których wynika, że "trzymam Twoją stronę". A jeśli się zdarzy- że nie mam racji?? że przeciwnik jest silniejszy?? (bo to podobno jest tak, ze racja jest po stronie większego) Była taka historyjka o Dawidzie i Goliacie. Jeśli wiem, że mam rację- to nie ma siły- muszę wygrać. Ja wiem, że nie piszę tego z pozycji tej wspomnianej "świni niemytej" czyli nie ma innej możliwości- dobro musi zwyciężyć.
I oby- o ile się takie parszywe sytuacje przytrafią, można był sobie przypomnieć co też to w starożytności radził któryś Klaudiusz: Na widok druha zapomnij o biedzie!! Takich "Druhów" bardziej i mniej bliskich, bardziej i mniej znanych ale oddanych
sobie też życzę
|
mysl przyszla na mysl
2010-01-03 19:38:07
skomentuj(1)
|
|
o świątecznej korespondencji |
|
Skasowałem ostrzeżenie o ryczącej reklamie przed kolędą, bo sprawdziłem- że nie włazi na moje pozostałe komputery (reklamiszon, nie Kolęda!), to i na Wasze też może nie?
A co do korespondencji świątecznej (i nie tylko!) już pisałem jak to fajnie wygląda: dostajesz wiadomość, otwierasz licząc że to Twój dobry znajomy do Ciebie pisze. I masz Babo placek! okazuje się, że jesteś jednym z ...dziesięciu obdarowanych tekstem "życzę Ci ...." . A wśród adresatów widzisz m.in. osoby, którym Ty byś nie życzył tego samego. Albo- całkiem przypadkiem, tak dziś dostałem: na mojej poczcie list, w którym adresatem jest całkiem ktoś inny, ani mi brat ani swat. Po prostu (o zgrozo) dobremu skądinąd znajomemu nie zechciało się sprawdzić, co zrobił z tekstem, klepnął w tym diabelskim wynalazku klawisz: "prześlij dalej" i pooooooszło! Być może wybrzydzam, ale nadal twierdzę- możecie się ze mną nie zgadzać- tem wynalazek elektroniczny w wielu przypadkach jest dużym ułatwieniem zycia, ale jak każde paskudztwo nieumiejętnie zażyte- potrafi nieźle podtruć. I to by było na tyle, jak mawiał JTS.
|
mysl przyszla na mysl
2009-12-22 15:14:58
skomentuj(0)
|
|
4 grudnia |
|
Wszystkiego najlepszego- Basie nasze wróżbiarskie (i nie tylko). No i jakie będą święta?
|
mysl przyszla na mysl
2009-12-04 20:57:06
skomentuj(3)
|
|
Wrócę do „samego życia..” |
|
Jak to ostatnio usłyszałem- prawda leży tam, gdzie jest pochowana. W trakcie tych 6 tygodni pojawiło się parę faktów, które muszę wziąć pod uwagę, uzupełniając tamtą notkę, coby obiektywnym bardziej być.Starsza Pani- od lat, jak się okazało w relacji Jej bratanka i bratanicy, skutecznie unikała wszelkich kontaktów rodzinnych- włącznie z ukrywaniem swojego adresu.Podłożem miała być śmierć Jej brata do której rzekomo przyczynić się mieli pozostali członkowie rodziny, a w następnej kolejności ofiarą miała stać się Ona. Stąd- niebywała nieufność i wręcz agresja wobec wszelkiego otoczenia. Wspomniana bratanica podobno dostała kijaszkiem od Cioteczki kiedy chciała po raz kolejny „wtargnąć w prywatność Pani Marii”.Okrutnym błędem było więc jedynie w takim przypadku niepozostawienie żadnych namiarów sąsiadom na wypadek nieszczęścia (gdzieś jednak były, jeśli Ich znaleziono – tylko nie posłużyły wcześniej do spowodowania narady w celu zmniejszenia zagrożenia życia dla P. Marii)Podobno w kolejnych dokumentach wypisowych ze szpitala znalazła się adnotacja „osoba niebezpieczna dla siebie samej i dla otoczenia”. I z takim dokumentem sanitariusz zostawia kobitę mieszkającą samotnie pod drzwiami jej mieszkania.Jak by nie spojrzeć życie nie jest biało czarne, pewnie i ja zbyt pochopnie opisałem w I wersji to, co widziałem. To co wiem teraz- bez zbytniego śledzenia, bo i po co miałbym to robić?- sprawiło, że pojawiło się to uzupełnienie tragicznej historii, która i tak po mojemu pasuje jak ulał do morału (tak jak wieeeelu innych), jaki już kupę lat temu w literaturze można było poczytać: „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły” Tu na pewno nie będzie komisji śledczej
|
mysl przyszla na mysl
2009-11-08 15:09:32
skomentuj(2)
|
|
niewesołe myśli |
|
Tiaaaa, życzę Wam wszystkim, żebyście mieli z kim i mogli kłócić się jak najdłużej o to, że szlafrok wisi znów nie w tym miejscu, że komputer się zawiesił i znów strata czasu na odzyskiwanie danych, że kompromis nie ma polegać na tym wyłącznie- żeby rezygnować z własnego zdania (oczywiście bezpodstawne oskarżenie!), że internet ma służyć człowiekowi niekoniecznie do zastępowania kontaktów z bliskimi bo są niestety sytuacje, że i internet nie pomoże!! i tak dalej.
Zaręczam Wam, że wcale mnie nie cieszy, że nie ma kto mi przewiesić „mojej” ściereczki w inne miejsce niż to sobie zakodowałem, że nie mogę się poirytować o to, że pewnie przez to, że ściągasz jakiś film- to mój odbiór dokumentacji z kosmosu trwa i trwa. Może Wam się uda jak najdłużej irytować się o to, jak ma działać świat- i dlaczego Wasz pogląd różni się od wyobrażenia Tej Drugiej Osoby.Rozumiem, że są „bliscy” i „bliscy”. Jednym nie mówi się pewnych rzeczy, drugim naświetla się swoje poglądy całkiem niezgodnie z obiektywnymi faktami-bo jest założenie, że „on nie zrozumie”. Tak pewnie też musi być? Tylko szlag mnie trafia, że nie może być „normalnie”- pewne swoje wady trzeba mieć, cały wszechświat ma swoje wady. Jedynym sposobem powinno być oswojenie tych przypadłości, które mogą sprawiać różne przykrości współ- żyjącym (no, współżyjącym również!). Nadchodzi moment, kiedy już na takie oswajanie nie ma szans.Dobrze chociaż, tak jak to już cytowałem, los nie może zabrać tego, co było!!.Zostaje wspomnienie i rozpamiętywanie- gdzie się rozmijały ścieżki myślowe, dlaczego nie dało się przekonać (może liche argumenty, może moda, może zbyt mała atrakcyjność i monotonia codziennego oglądania tych samych twarzy, może…..) do zmiany patrzenia na życie i sposoby czerpania z niego przecież również przyjemności.Czy gdybym był inny- dałoby to efekt w postaci mojej tu nieobecności? Nie wiem. I się już nie dowiem, niestety. Spotkanie „na działce u Piranii” z Ostatnim MS-em i Jego Familią: Dzień dobry, dzień dobry- ja odchodzę na chwilę, żeby przynieść świeżą wodę do wazonu i wracając widzę, jak okrężną drogą (bądź co bądź faktyczna ostatnia rodzina) ewakuuje się. Nie widzę chęci ani nie słyszę komentarza- wiesz, mimo wszystko niebrzydko tu jest urządzone, szkoda jedynie ze tu i z takiej okazji; Ostatnie plany dla rozkoszy podniebienia, jakie snuli (o innych nie wspomnę)- to było doczekanie się, aż naleweczka dojrzeje. Z głupia frant dla rozładowania atmosfery/smutku, gdyby to u mnie taką naleweczkę sporządzali zapewne zapytałbym, czy nie są zainteresowani sprawdzeniem, jak ostatnie wspólne dzieło „wyszło”. I nie czułbym się urażony, gdyby odmówili- zrozumiałbym. To podaję jako przykład, jak ja nie rozumiem świata. A tak to wygląda na to, że przeze mnie Oni są smutni.Jak to zwykle z gustami bywa, teraz już nie wiem- czy trafiłem w gust Piranii, ale nie budzi we mnie odrazy ta melodia, którą znalazłem: http://www.7best.pl/s/scorpions/dust_in_the_wind.php (może zadziała w Waszych głośnikach)
|
mysl przyszla na mysl
2009-10-31 13:26:49
skomentuj(2)
|
|
Coś o przyrodzie |
|
Na Piranii Działce- o czym nie napisałem wcześniej- był sobie nawet grzyb! I nie piszę tu o sobie. Jakieś pieczarkopodobne wyrosło pod drzewkiem. Niestety śladu już po nim nie ma, przyroda szykuje się do snu zimowego. Na nowe motyle, które też Ją odwiedzały kiedy kwitł słonecznik i inne kwiecie- poczekamy trochę. Ale wrócą.
Tiaa, ja też tu wrócę niebawem z kolejnym tekstem, niekoniecznie zaduszkowo-wesołym.
|
mysl przyszla na mysl
2009-10-22 23:59:40
skomentuj(1)
|
|
czemu nie lubię komputerów? |
|
Pewnie z wzajemnością!
Tylko ja mniej więcej wiem, co mnie jest potrzebne- a to urządzenie próbuje mnie terroryzować stawiając pod ścianą ze stwierdzeniem: dalej nie idę. Pewnie ma rację, że się buntuje bo każę mu pracować. Ale z powodu tzw lojalności- że co roku nie zmieniam modelu na nowszy- mógłby ciut więcej chęci współpracy wykazać. Wczoraj niespodzianie znów mi wywinął numer z wyłączaniem się bez uprzedzenia, w trakcie stukania m.in. notki w ten pamiętnik.
Miało być- czemu nie cierpię inernetu, komórek i całej tej inwigilacji elektronicznej.
A nie cierpię, ponieważ na przykład listu pisanego od Siostry rodzonej się nie doczekam, bo skrobnie smsa lub zadzwoni oczywiście nieswiadomie wtedy, kiedy nie da się pogadać- ale komórka piszczy, więc trzeba odebrać, bo nieodebrany telefon jeszcze większe wzbudza zainteresowanie wśród gawiedzi (no... odbierz, dzwoni cicoś, a może masz coś ze słuchem? to ci podpowiadam, odbierz!). Odbieram, deklaruję, że wieczorkiem oddzwonię, po czym czasem się zdarza, ze wieczorkiem właśnie "na chwilę" sobie zwłoki umieszczę w fotelu- i już ok północy się okazuje, ze pewnie nie wypada tak późno siostrzyczki niepokoić. A wstęp rozmowy odebranej jest np taki: wiesz, poczytałam sobie Twojego maila- chyba ze trzy razy, tak fajnie opisujesz, jak byś ze mną gadał a wogóle to tak jak by Tata tak do mnie mówił. No i masz babo placek- to mi to napisz, kobieto! Nie, ja wolę zadzwonić. A maila to bym sobie też poczytał w sposobniejszej chwili a nie oddzwaniał Ci, kiedy akurat wsadziłaś już jedną nogę pod prysznic (oczywiście- komórka jest też w łazience, więc moooożna pogadać. A ze d... marznie zamiast się wylegiwać w ciepłej kąpieli? to ponarzeka przy następnej okazji.
Spora część znajomych ma też manię dzielenia się rozmaitymi materiałami z internetu (otrzymanymi również w darze od swoich znajomych). I znów mam problem: jeśli ja dostałem jakiś ciekawy materiał i chcę się nim podzielić/ pochwalić- to piszę do adresata (czasem nawet do kilku jeśli to ich może zainteresować) że "fajny film wczoraj widziałem" że mam nadzieję co ich też zainteresuje i załączam. Bez całej książki adresowej podczepionej do maila jaki ja otrzymałem. Trwa to chwilę, ale moim skromnym zdaniem (po nowemu to zdaje się IMHO???) pokazuje mojemu adresatowi, że Ja To Dla Niego Wyszukałem I chcę mu pokazać. A nie "szpanować" kilkoma FW FWD itp przed tytułem listu.
Najczęściej się coś pisze, zeby dotarło do adresata- a skąd wiadomo, że dotarło, że przeczytał, że mu się podoba/niepodoba, że "pocałuj mnie wd (to taka część ciała na 4 litery, zaczynająca się właśnie na "d" co czasem swędzi- czyli DŁOŃ). Bo odbiorca, jak gdyby nic- jeśli kiedyś napisze, to nawet nie bąknie- wiesz, miałeś rację; co ty- nie wygłupiaj się, to nie tak było... . Opowie swoją historyjkę, zapewne również nie oczekując reakcji. I tu się myli- bo jak ktoś do mnie mówi/pisze, to ja liczę na to, ze oczekuje też mojej reakcji. Bo przecież Do Mnie Napisał. I staram się odpowiedzieć- chociażby tyle, że: poczytałem, ale nie mam głowy do takich rozważań.
Trudno powiedzieć, że jest to "zgazecienie" świata- bo do gazety człek pisze, żeby go poczytali inni, ale z definicji- bezimienni i nie ma prawa oczekiwać, że ktoś natychmiast zajmie stanowisko/poprze/oświrgoli itp. Po prostu- w jakimś momencie "ma dość" i chce się podzielić tym, co go boli. Bo może będzie lzej albo choć weselej.
Wracając do kwestii rozsyłania po znajomych: ostatnio dostałem w JEDNEJ poczcie KILKA plików w tym: list z prośbą o wsparcie dla potrzebującej i oczywiście rozesłanie tegoż po kolejnych 10 znajomych, i tuż za nim- kopia artykułu mówiąca o oszustach żerujących na Jej nieszczęściu i zbierających w ten sposób jedynie bazy adresowe dla rozmaitych spamiarzy (daj boziu tylko!)- oczywiście wspierając przy okazji swój budżet
Może to byłoby na tyle, przynajmniej dziś-
|
mysl przyszla na mysl
2009-10-07 17:27:36
skomentuj(5)
|
|
samo życie- niestety |
|
ufff, zmarło się starszej kobiecie. Samotna (?) była, choć podobno miała bratanicę!. Bratanica owa od lat się nie pokazywała, bo i po co u staruszki, która jest nieporadna, ma wszelkie przywary starego człowieka i może trzeba by się nią zaopiekować. Sąsiadki czasem pomagały, usuwały drobne awarie w mieszkaniu (zapuszczonym do granic nieprzyzwoitości- ale p. Maria nie pozwalała tak daleko ingerować w swoją prywatność), spowodowały zainteresowanie tzw opieki społecznej, przynajmniej dwa albo trzy razy uratowały zycie kobiecie- wzywając straż pożarną i pogotowie. Bez zgody zaonteresowanej nie można jej było umieścić w jakimś domu opieki, a sprawa o ew sądowe zezwolenie na przekwaterowanie- zdaje się była prowadzona też na wniosek ww "opieki" czy administracji- z odpowiednim zaangażowaniem. Ponieważ p. Maria od kilku dni nie była widoczna, sąsiadki zapytały opiekunki czy nie zechciałyby się zainteresować. I z rana się zjechało: pogotowie, straż pożarna, łapiduchy, policja, gazeta, telewizja, oczywiście uprzejme opiekunki. Niestety całe to zbiegowisko tylko po to, żeby niestety zabrać Nieboszczkę. Szlag człowieka trafia, jak to znów wychodzi na jaw opiekuńczość naszego państwa (pomijam niestety celowo uczucia rodzinne wspomnianej bratanicy- bo to jest całkiem zbydlęcenie). Jak by tego było mało, wywiady wśród sąsiadek- bo to się da sprzedać w gazecie!!!, łapiduchy buszujące po mieszkaniu- bez sprzeciwu wspomnianych przedstawicielek opieki i chyba administracji.
I- spokój, drzwi zaplombowane, koniec relacji.
|
mysl przyszla na mysl
2009-09-30 20:37:04
skomentuj(3)
|
|
I'm a bitch, I'm a lover
I'm a child, I'm a mother
I'm a sinner, I'm a saint
I do not feel ashamed
I'm your hell, I'm your dream
I'm nothing in between
You know you wouldn't want it any other way
I'm a bitch, I'm a tease
I'm a goddess on my knees
When you hurt, when you suffer
I'm your angel undercover
I've been numb, I'm revived
Can't say I'm not alive
You know I wouldn't want it any other way
Meredith Brooks I'm a bitch
happiness is a choice you can make every morning
Goście
Twarza w twarz:
96613
Zabloguj sie:
Czas przeszly
|